PBF osadzony w świecie The Walking Dead.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Roya

Go down 
AutorWiadomość
Roya

avatar

Wiek : 26
Aktualny Wygląd : Sportowe buty, dzinsy, bluzka na ramiączka, skórzana kurtka, plecak.

PisanieTemat: Roya    Wto Paź 07, 2014 8:54 pm

Imię: Devon, przedstawia się jak Roya
Nazwisko: Caruso
Wiek: 26 lat
Grupa:Samotnicy
Wygląd:
Co widzimy,  gdy zaglądamy w lustro? Jak jest nasza pierwsza myśl?
Czy wstydzimy się swojego wyglądu? Czy wręcz przeciwnie, z upodobaniem wpatrujemy się w gładką taflę?
Roya widząc siebie w lustrze tak naprawdę widzi swoją matkę.
Ta sama jasna karnacja i gładka skóra. Ciemne włosy, długie i kręcące się bezwładnie, bez szans na zaprowadzenie w nich odpowiedniego porządku. Lekko zadarty nos, nadający jej odrobinę psotnego uroku. Pełne usta, które powinny wydawać się wręcz wyzywające, ale które w gruncie rzeczy pasują do jej twarzy.  Nawet rysy twarzy ma podobne, choć Devon ma nieco mniej zdecydowane, łagodniejsze i bardziej dziewczęce.
Jedną rzeczą, o której nie może powiedzieć, że wygląda jak u jej matki, to oczy. O ile Ivory miała wąskie, brązowe, spokojne oczy, tak Roy jest posiadaczką óczu błękitnych jak niebo, dużych i kształtnych, podkreślonych łagodnie wygiętymi  brwiami.
Dziewczyna jest wzrostu przeciętnego,  raczej drobnej budowy ciała, choć z pewnością nie wychudzonej. Ma niewielką, ale zarysowaną muskulaturę, przypomina w tym aspekcie urody żylastego biegacza. Nie może również narzekać, jakoby natura pozbawiła ją kobiecych wdzięków, które owszem, są jak na osobę o tym wzroście najbardziej odpowiednie i pasujące.
Uogólniając, całkiem ładna z niej dziewczyna. Ideałem piękna nie jest i nie będzie nigdy, ale jest z niej stworzonko, które jest miłe dla oka.
Charakter:
Nie dajcie się zwieść dziewczęcej urodzie i delikatnej sylwetce. Nie patrzcie na łagodne rysy twarzy. Oczy to jedyna rzecz, która upodabnia ją do anioła.
Devon jest niczym bomba zegarowa, która używa agresji do osiągnięcia własnych celów i do obrony swojej osoby. Introwertyczka, zamknięta w sobie. Można odnieść wrażenie, że jest jak mała beczka prochu gotowa wybuchnąć, kiedy tylko coś ją zdenerwuje. Nic nie owija w bawełnę, jest szczera aż do bólu. Twierdzi, że nie boi się niczego. Uparta i nieustępliwa, nie poprosi o pomoc w żadnym wypadku, nie ustąpi nawet jeśli ktoś miał rację, a na pewno nie przeprasza. Defensywnie odrzuca wszelkie reakcje innych na jej zachowanie, zwłaszcza w przypadkach gdy swoim zachowaniem może kogoś ranić. Instynktownie i niemal zapobiegawczo odrzuca wszelkie poczucie winy, zazwyczaj zasłaniając je większą ilością agresji, utrzymując jednocześnie, że nie ma za co przepraszać.
W czasie apokalipsy jej życiem zaczęły rządzić reguły które sobie ustaliła i których nie ma zamiaru zmieniać. Natarczywe pytania dlaczego to robi, lub jeszcze gorzej – namowy, żeby zmieniła swój styl życia, jedynie ją irytują i doprowadzają do ataku złości. Jest niesamowicie zorganizowana, śpi zawsze na jednym boku i koniecznie po lewej stronie łóżka, wino pije tylko ze szkła, perfumuje się tylko jednymi, szczególnymi perfumami, a wszystkie przedmioty w jej torbie mają swoja odpowiednią kieszonkę.
W jej spostrzeganiu świata, widzi innych ludzi w postaci karykatur, dwu-wymiarowych obiektów, które może dowolnie dziurawić nabojami bez żadnych konsekwencji. Dopadła ją znieczulica, nie przejmuje się już losem innych.
Ekwipunek:
Plecak, a w nim mała apteczka, latarka, trzy opakowania różnego rodzaju baterii, pudełko zapałek, mały przybornik krawiecki, buteleczka jodyny, trochę ubrań. Z jedzenia ma 3 puszki i 2 litrowe butelki wody.
Zdolności:
Nim zaczęła się apokalipsa, Devon interesowała się botaniką i zoologią, a także anatomią roślin i zwierząt. W czasie apokalipsy przydało się jej to, gdyż wyuczoną wiedzę potrafiła użytecznie wykorzystać, by nauczyć się polowania, szukania użytecznych roślin i tym podobnych umiejętności. Spędzając sporo czasu w otoczeniu dzikiej przyrody nauczyła poruszać się dość cicho, by nie płoszyć zwierząt oraz orientacji w terenie, stała się także wytrwałym piechurem. Biwaki nauczyły ją także podstaw przetrwania.
Chociaż nigdy nie mając z nią styczności, nie nauczyła się posługiwać bronią palną, to z białą radzi sobie już nieźle. Walczy pogrzebaczem i nożem kuchennym oraz tym, co będzie mieć pod ręką.
Historia:
*~*~*
Sierpniowe południe. Kawiarnia "Lawendowa" w małej miejscowości na Prowansji. Do wnętrza wchodzi szczupła, niewysoka kobieta. Z miejsca uderza ją charakterystyczny zapach lawendy, której motyw powtarza się też na białych ścianach. Za wyczyszczoną ladą siedział młody mężczyzna, zaczytany w jakieś opasłe tomisko. Nawet nie zarejestrował przybycia klientki, dopóki nie zbliżyła się i nie odchrząknęła mu nad uchem. Podskoczył jak oparzony, po czym szybko podniósł wzrok.
- Witam! Czym mogę służyć? - zapytał, gorączkowo odgarniając kasztanową, zdecydowanie zbyt długo nie widzącą fryzjera szopę włosów. Z tej odległości można było zobaczyć, że oczy miał bardzo niebieskie, patrzące z rozmarzeniem i uczciwością.
- A co pan proponuje? - zalotnie odpowiedziała kobieta, opierając się łokciami o ladę. Trzeba było przyznać, że z jej urodą robiło to wrażenie. Choć niezbyt niska, ma kobiece kształty, piękne rysy twarzy, ciemne, kręcone włosy i brązowe oczy. W przyszłości ów chłopak miał ją porównywać do anioła.
- Na taki upał.. Proponuję lawendową lemoniadę i swoje towarzystwo - uśmiechnął się, a w policzku pokazał się mu uroczy dołeczek, który odziedziczy po nim Devon.
*~*~*
Tą kobietą była Mary Ann Caruso, matka Florence. A chłopak nazywał się Florian Jean Pierre i był jej ojcem.
Tak to się zaczęło
Niewinny flirt w przydrożnej kawiarence przerodził się w przelotny romans, a potem w poważny związek. Para zaręczyła się, byli razem szczęśliwi. Do czasu.
Do czasu gdy przystojniak zniknął bez bez słowa wyjaśnienia. O, przepraszam! Zostawił enigmatyczny liścik mówiący o tym, że nie mogą być dłużej razem.
Matka Royi wróciła do rodziny, do Anglii kompletnie załamana i w strasznym stanie psychicznym. Dodatkowo pojawiło się złe samopoczucie, poranne mdłości. Nie trudno się domyślić, co się stało.
Mary wpadła w depresję. Zaczęła się głodzić, nie odzywała się do nikogo. Ledwo udało się utrzymać ciążę. Tydzień po narodzinach Devon znaleziono ją wiszącą na jednym z drzew w zagajniku w pobliżu domu jej rodziców.
Niemowlę zostało przydzielone pod opiekę dziadków ze strony matki, gdyż ta nie podała żadnych danych dotyczących jego ojca. Dziewczynka dorastała w Londynie pod czujnym okiem babci i dziadka. Rozpieszczana jedyna wnuczka, ukochana. Do czasu, gdy do ich domu trafiła jeszcze dwójka.
*~*~*
- Catherine Marie Laverty, co to znaczy, nie możesz się nimi opiekować? - takiego tonu głosu babci podsłuchująca pod drzwiami pięcioletnia dziewczynka nie słyszała nigdy.
- Nie mogę. Moje mieszkanie jest za małe i nie mam pieniędzy - głos młodej kobiety był proszący, ale mimo tego kojarzył się z czymś oślizgłym i nieprzyjemnym.
- Dziecko, czy ty wiesz, co ty robisz? To są dzieci, nie zabawki czy zwierzątka!
- Wy im zapewnicie dużo lepszą opiekę niż ja!
- Jesteś ich matką. Ich miejsce powinno być przy tobie. Ale nie wyrzucimy ich na bruk.
- Dziękuję wam! Wiedziałam że mogę na was liczyć! Jesteście..
- Nie zrobiliśmy tego dla ciebie, tylko dla nich. Zasługują na lepsze dzieciństwo i życie.
*~*~*
W ten sposób stała się siostrą dla dwójki urwisów, Paula i Carla. Obaj bracia równie mocno się kochali, co zażarcie kłócili, a mała szybko nauczyła się być ich rozjemczynią. W porównaniu do wpółdzikich przyrodnich braci, który ciągle rozrabiali, ona była idealnym dzieckiem. Cichym, spokojnym, uczynnym, kochanym.
Dziewczyna rosła i rosła i wyrosła na dorosłą pannę. Skończyła szkołę i znalazła wakacyjną pracę, później na stałe. I w pewnym momencie postanowiła, że na urlop pojedzie do USA i zwiedzi je z wycieczką. Kiedy wsiadła do samolotu, nie spodziewała się, że już tu nie wróci.
Apokalipsa zastała ją w okolicach Atlanty. Życie w otoczeniu Szwędaczy, bez rodziny, bliskich, znajomej osoby wywarło na nią wielki wpływ. Dziewczyna bardzo szybko się zmieniła, zaadaptowała do nowych warunków. Przystosowała się do środowiska, jak to robią rośliny i zwierzęta. Przeszła na tryb "przetrwanie" i nic jej nie powstrzyma przed wykonywaniem wszystkiego, by nie dać się zabić.
*~*~*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daryl Dixon
Admin
avatar

Wiek : 40
Age : 20

PisanieTemat: Re: Roya    Sro Paź 08, 2014 6:04 am

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://thewalkingdead.forumpolish.com
 
Roya
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Walking Dead PBF :: Dział Gracza :: KARTY POSTACI :: Kobiety-
Skocz do: