PBF osadzony w świecie The Walking Dead.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Tereny mieszkalne

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Merle Dixon

avatar

Wiek : 49
Aktualny Wygląd : Czarne buty, niebieska koszula w kratkę, biały podkoszulek i lekko podniszczone jeansy.

PisanieTemat: Tereny mieszkalne   Pią Paź 17, 2014 6:36 pm



Tereny mieszkalne są zapełnione jednorodzinnymi, zazwyczaj białymi domkami. Przed wybuchem epidemii mieszkało tu wiele szczęśliwych rodzin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Merle Dixon

avatar

Wiek : 49
Aktualny Wygląd : Czarne buty, niebieska koszula w kratkę, biały podkoszulek i lekko podniszczone jeansy.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Pią Paź 17, 2014 6:47 pm

Był dość ciepły popołudniowy dzień. Z uwagi na porę roku, drzewa zaczynały powoli łysieć, a trawniki pokryte były jasnobrązowymi liśćmi. Niewielu sztywnych przechodziło tą drogą. Ich zdecydowana większość znajdowała się na ulicy głównej Cynthiany. Merle miał wyśmienitą okazję, by móc w spokoju przeszukiwać opuszczone domy, w poszukiwaniu racji żywnościowych, czy też nowych elementów uzbrojenia.

Dzięki swoim umiejętnością łowieckim Dixon przemieszczał się pomiędzy parcelami, pozostając w cieniu. Tropienie mężczyzny było niezwykle trudne i wymagało niemałego trudu. Zawsze zacierał za sobą ślady. Był praktycznie duchem. Chociaż zazwyczaj to Marle tropił zwierzynę, rzadko na odwrót.

Obładowany swoim ekwipunkiem, wszedł do kolejnego domu, niewiele różniącego się od pozostałych. Okna były zabarykadowane, jednak drzwi były otwarte. Być może ktoś próbował tu ukryć. Bądź co bądź osobnik już dawno opuścił to miejsce. W salonie znajdującym się na parterze, panował totalny chaos. Meble były poprzewracane na ziemie. Niektóre z nich zostały przesunięte do okien. Na środku leżały kawałki drewna, które najprawdopodobniej były pozostałościami z niegdyś stojącego tutaj stołu. Merle poruszał się bezszelestnie pomiędzy bałaganem, w nadziei że znajdzie tu coś przydatnego. Ekwipunek, który przy sobie miał, nie ułatwiał mu sprawy. Torba z jedzeniem i ubraniami, pistolet oraz karabin myśliwski dodawały mu ciężaru, przez co skrzypienie podłogowych desek zdawało się być głośniejsze, pomimo lekkich kroków jakie stawiał.
Słońce zaczęło powoli zachodzić. Dixon definitywnie musiał znaleźć sobie jakąś kryjówkę. Doskonale wiedział, że przechadzanie się bez celu w nocy jest zbyt niebezpieczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roya

avatar

Wiek : 26
Aktualny Wygląd : Sportowe buty, dzinsy, bluzka na ramiączka, skórzana kurtka, plecak.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Pią Paź 17, 2014 8:00 pm

Roya zwykle wolała nie wyściubiać nosa z okolicznych lasów, gdzie czuła się bezpieczniejsza od szwędaczy i ludzi. Radziła sobie tam całkiem nieźle, ale zapasy jedzenia stały się stanowczo zbyt skąpe. Najwyższa pora wybrać się na poszukiwania w siedliskach ludzkich.
Znalezienie miejscowości nie było trudne.Cynthiana, wyczytała nazwie miasta z tablicy leżącej w rowie. Poruszając się obrzeżami, dotarła do najlepszego miejsca na takie poszukiwania. Tereny mieszkalne, z małymi słodkimi domkami, zadbanymi trawnikami, ciekawskimi sąsiadkami za oknem.. Dobrze, że teraz tak to nie wygląda. Wolałaby spotkać się z zombie niż jeszcze jednym wrednym babsztylem "z okolicy".
Po kolei obchodziła domy, zachowując ciszę i nie śpiesząc się. Dziś i tak miała zamiar znaleźć odpowiednie miejsce i przenocować raz czy dwa, aż zapasy będą wystarczające, by wrócić do lasu. Lepiej było to zrobić porządnie, niż szybko wracać ponownie.
Nie miała jednak szczescia. Zapadał powoli zmrok, a ona nie miała ani żarcia, ani kryjówki. Klęła w głowie, zbliżając się do ostatniego domu, który planowała zwiedzić. Miał zabite okna, wystarczyłoby więc tylko zablokować drzwi i byłaby w miarę bezpieczna, o ile dom jest czysty.
Weszła na ganek i zbliżając się do drzwi, usłyszała skrzypienie drewna. Westchnęła bezgłośnie. Musiała napotkać po drodze szwędacza. Przez chwilę rozważała odpuszczenie sobie tego domu, ale upór okazał się silniejszy.
Skradając się, weszła do budynku. Rozejrzała się, zapamiętując układ pokoi i mebli, zajrzała do salonu.
Mało nie odjęło jej mowy. Tyłem do niej stał albo najlepiej zachowany zombie USA, albo widziała przed sobą człowieka. Cholera, dawno żadnego nie spotkała i nie żałowała. Byli gorsi od zedów.
Postanowiła nie drażnić go i nie wystawiać się i wycofała się do wyjścia. Wyszła i wtedy, gdy zamykała drzwi, te zrobiły jej psikusa i zaskrzypiały.
- Szlag by je..!! - zaklęła półgłosem, dając nura przez werandę i bezmyślnie kucając za nią, w nadziei, że gość nie będzie dokładnie szukał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rorschie

avatar

Wiek : 33
Aktualny Wygląd : Wzmacniany skórą kombinezon woźnego, ciezkie buty, bron na plecach, maska hokejowa.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Pią Paź 17, 2014 8:34 pm

Do martwego miasta zwanego Cynthianą swe kroki skierował również nasz były czempion Adam. On róznił się odrobine od innych ocalałych. Nie skradał się i nie rozglądał jak paranoik dookoła. Widział i znał kolesia, który tak postępował. A nawet dwóch, choć byli braćmi. Jeden z tych debili tak się skradał, że nie zauważył że podłazi prosto w grupę zedów, a jak się wycofywał też na kuckach, to się wyglebał. Szybko sobie z nim poradziły. Drugi rozśmieszył nawet takiego mruka jak on, choć zginął raptem pół godziny później, zostawiając Adama jako jedynego ocalałego z 3 osobowej grupy.
On, mianowicie, idąc przed siebie i rozglądając się, został ugryziony. Patrząc czy nic za nim nie idzie dał się upieprzyć zombie z przodu prosto w szyje.
Adam śmiał się tego dnia. Głośno. A potem uciekał. Szybko.
Ale było warto, taka głupota jest zabawna nawet w tak trudnych czasach. Nie oczyszczał ciał z ekwipunku, bo mieli broń palną której nie lubił Rors. Była głośna. On wolał broń białą, dlatego od nich wziął tylko zapasy...
Dlatego też teraz szedł pewnym krokiem, z kataną na ramieniu, gotów do ścięcia każdego Zeda który podejdzie. Broń nie była chirurgicznie ostra i nie poradzi sobie z pancerzem czy przecięciem ubrania i kości na raz, ale takich przeciwników jak Zedy kąsała dość sprawnie.
Zauwazył ciekawy domek, do którego postanowił skierowac swoje kroki. Mógłby tam poszukać jedzenia, albo zwyczajnie się przespać. Jego uwagę zwrócił też niecodzienny widok. Najpierw do budynku wszedł bliżej nie do rozpoznania ktoś, może zed, a za nim ostrozna kobietka, która potem wyleciała jak oparzona i schowała się za werandą.
Ciekawe, co i głupie i śmieszne. Jeśli to był Zed to powinna go zabić, jeśli inny ocalały...
To po cholere schowała się w tak głupim miejscu? Postanowił okrażyć dom, ostrożnie, w stancji bojowej, stawiając ostrozne i ciche kroki.
W koncu pojawił się przed werandą, jak prawdziwy samuraj...
I nie jak prawdziwy samuraj wyszczerzył się do niej spod swojej hokejowej maski, tak szeroko, że aż się uniosła sama odrobinkę ta maska do góry.
-Zero na zero za element zaskoczenia. - Powiedział przytłumionym przez obiekt głosem. - Kto tam jest? - Dodał szeptem, podchodząc ostrożnie bliżej, ale nie za blisko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Merle Dixon

avatar

Wiek : 49
Aktualny Wygląd : Czarne buty, niebieska koszula w kratkę, biały podkoszulek i lekko podniszczone jeansy.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Pią Paź 17, 2014 10:04 pm

Nikt by nie podejrzewał, że do takiego zadupia jakim było ów miasto w Kentucky, zjawią się jacyś ludzie. Jak się okazało, nie tylko stary Dixon wpadł na pomysł, by szukać czegoś przydatnego w opuszczonym przez Boga miasteczku. Ze strony drzwi frontowych rozległo się ciche skrzypnięcie. Merle od razu zorientował się, że coś tutaj nie gra. Nie było przeciągu, a solidne drzwi były zamknięte. Nic nie wskazywało jednak na jakichkolwiek ocalałych w okolicy. Szwędacze również nie są na tyle inteligentne, by otworzyć drzwi. Merle złapał za kaburę przymocowaną do jego pasa, a następnie wyciągnął lewą, sprawną ręką naładowanego magnuma i wycelował w stronę drzwi. Tak gwałtowny ruch spowodował, że torba którą miał przy sobie miał lekko się osunęła, jednak nie upadała z hukiem na ziemie, dalej została na mocarnym ramieniu. "Ktoś drobnej budowy, przestraszył się słysząc skrzypienie z wnętrza domu, po czym od razu cofnął swój ruch, niefortunnie wywołując hałas ze starych drzwi." przekalkulował w myślach Merle. Wszystko wskazywało na to, że jakiś mały człowieczek stał ze wstrzymanym oddechem po drugiej stronie frontowych drzwi. Wykonując powolne kroki w stronę wejścia, Dixon powiedział:
- Lepiej się pokaż z rękoma uniesionymi do góry, w innym przypadku sam do Ciebie przyjdę i rozwalę Ci łeb... Nawet nie próbuj żadnych sztuczek.

Było to dość lekkomyślne posunięcie, ponieważ reszta domu nie została sprawdzona. W którymś z pokoi mógł się czaić jakiś szwędacz. Merle jednak uważał, że pojedynczy zombie nie stanowi dla niego żadnego wyzwania i powinien sobie z nim poradzić.
Było jednak coś o czym mężczyzna nie miał bladego pojęcia. Z tyłu domu czaił się kolejny obcy. Nikt nie wiedział o jego obecności. Na szczęście położenie Merla uniemożliwiało jego zaskoczenie, gdyby nieznany jegomość postanowił zaatakować.

Słońce zdawało się coraz szybciej chować za horyzontem. Ciepło generował nagrzany w dzień chodnik. Pozostało mało czasu, niedługo wszyscy musieli się gdzieś schować. Sztywni mogą wrócić na tereny mieszkalne w każdej chwili. Łowieckie zmysły Dixona, które szlifował wiele lat, dały mu do zrozumienia, że należy działać szybko. W powietrzu unosił się zapach krwi i trupów, a nad głowami ocalałych wisiał znak śmierci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roya

avatar

Wiek : 26
Aktualny Wygląd : Sportowe buty, dzinsy, bluzka na ramiączka, skórzana kurtka, plecak.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Sob Paź 18, 2014 9:40 pm

Czemu się tu schowała? Cholera ją wie. Miała nadzieje, że nie zawróci sobie nią głowy wielki, uzbrojony facet z salonu, albo że ją przegapi. Nie chciała z nim walczyć, unikała ludzi.
Usłyszała kogoś z boku domu i przed werandę wyszedł kolejny ktoś. Roya sapnęła cicho na jego widok. Czy to ten dzień? Dzień absolutnego pecha, gdy wszystko idzie nie tak? Na to wygląda. Trójka ludzi na kompletnym zadupiu.
Wolałabym zombie.
Kiedy się odezwał, spiorunowała go spojrzeniem. Wyglądał jak psychicznie chory woźny z jakiegoś horroru. Czy ktoś kiedyś napisał o kimś takim scenariusz?
- Po pierwsze, nikt cię nie pytał o zdanie - zasyczała na niego, nasłuchując. Czy jej się wydawało, czy ktoś zbliżał się do drzwi? Na pytanie spojrzała na niego dziwnie. To oni nie byli tu razem? Trójka ludzi zupełnie przypadkiem spotyka się przy jednym domu w zapadniętym miasteczku?
To chyba ponury żart.
W tym momencie usłyszała czyjś głos w progu. Zaklęła.
- Lepiej stój gdzie stoisz i sam się nie ruszaj! Wyścib nos z tego domu, a skończysz jako nawóz do ziemi! - odpowiedziała mu pewnie i hardo - Nie mam złych zamiarów, ale będę się bronić! - dodała jeszcze. Rozejrzała się, zastanawiając, czy uciec. Podniosła jeden z kamieniu, który leżał obok. Nie był ostry, ale dość ciężki. Mogła nim rzucić albo walnąć w głowę. Spojrzała na rudego przed sobą.
- A ty się cofnij. Nie lubię rudych - powiedziała bezczelnie ze złością w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rorschie

avatar

Wiek : 33
Aktualny Wygląd : Wzmacniany skórą kombinezon woźnego, ciezkie buty, bron na plecach, maska hokejowa.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Sob Paź 18, 2014 10:13 pm

Tak właśnie moja droga działa najstarsze znane ludzkości prawo wkurzania innych, zwane także prawem Murphy'ego. Jeśli coś się może spieprzyć, to miej pewność - Spieprzy się dwa razy gorzej.
Tak samo teraz uciekając od jednego uzbrojonego kolosa wpadła prosto na Rudego zabijake z kataną w łapie. W sumie, podziwiam ją za styl, że zachowała jaja i ma dodatkową pare by odpysknąć. Do kogos, kto może te jej śliczną główkę strącić z karku jednym cięciem.
Ale w sumie była fajna. Może gdyby nie był rudy, a rudy to wredny, to by był dla niej miły. Ale teraz nie miał zamiaru.
I nie rozważał w sposób tak filozoficzny jak ona. Adam wyznawał zasadę, że jak się coś ma zjebać, to po całości. Dlatego wyżej wspomniani bracia zdechli obaj na raz. Dlatego teraz cała trójka musiała trafić do tego samego domu. I akurat żadnego z nich nie znał, ni nie widział nigdy wcześniej. Ale to nie jest dziwne, zważywszy jakie ścieżki wybiera Rorschie, szwędając się po najniebepiezniejszych miejscach z założeniem, że najciemniej pod latarnią.
-Nie musisz mnie pytac. Jest wolność słowa, a ja własnie wyraziłem swoje zdanie. Serio, dostajesz ujemne punkty teraz za bycie niemiłą. - Taki słodki syczący głos miała. A on? Odpowiedział spokojnym, męskim i stanowczym, bez nuty ironii czy sarkazmu których można by się spodziewac po treści wypowiedzi. Kiedy zaczęła wrzeszczeć do kolesia w domu i złapała kamien - On szybko zacisnął dłoń na jej nadgarstku, nachylając się do niej sprawnie i bez zawahania. Nie chciał jej zrobić kuku. Chciał, by ona nie zrobiła go sobie sama. Zaciśnięta żylasta dłoń sprawiła jej troche bólu i na pewno zmusiła do opuszczenia kamulca. Zwłaszcza, ze nie jest na to przygotowana, bo zagrożenie widzi w kolesiu z domu, a nie w biednym rudym.
-Dwa do jednego, prawa logiki zakładają, że jeśli ani ty, ani ja nie mamy broni palnej, to on ma chociaż jedna lub nawet dwie, bo jest zazwyczaj sztuka lub dwie na trzy osoby. Więc kurwa.. Przestańcie krzyczeć i zapoznajmy się jak normalni, cywilizowani ludzie, bo zaraz przyjdą tu szwędy, a szkoda psuć sobie miejsce do spania i marnować siłe i amunicje. - Westchnął, wyciągając dziewczyne za łape do góry. Spojrzał prosto w punkt z którego dochodził głos.
-Spokojnie człowieku. Nie ma sensu się spinać, szukamy noclegu jak i Ty. Nie uważasz, ze w grupie raźniej? Jestem Adam. - Odpowiedział trzymając prawą rękę z kataną w górze i lewą, zaciśniętą na nadgarstku panienki, także w górze, zmuszając ją do podniesienia ręki. A że był wyższy to troszkę musiała się narozciągać.
Postanowił odegrać głos rozsądku. A ich same okrzyki i kłotnia sprawiła, ze w oddali pewnie już pojawiło się poruszenie wśród szwędów, na zasadzie ' Hej, tam ktoś gada, papu?!'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Merle Dixon

avatar

Wiek : 49
Aktualny Wygląd : Czarne buty, niebieska koszula w kratkę, biały podkoszulek i lekko podniszczone jeansy.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Sob Paź 18, 2014 10:50 pm

Merle nadal stał z bronią wycelowaną w drzwi. W pewnym momencie na zewnątrz było małe zamieszanie. Chwilę później krzyknęła jakaś dziewczyna, która ewidentnie groziła Dixonowi. Mężczyzna uśmiechnął się szyderczo pod nosem, ponieważ wyczuł w jej głosie nutkę strachu. Zaraz, znów coś się dzieje. Tym razem słychać było kroki. Ktoś dumnie kroczył po drewnianych deskach. Sądząc po sile z jaką się poruszał, można było wywnioskować, że jest to dobrze zbudowany mężczyzna. Merle spoważniał w jednej chwili i zacisnął palce mocniej na rączce magnuma. Powoli zbliżał się w kierunku drzwi, lecz nagle usłyszał głos nieznajomego. Chciał negocjować. To dość dziwne posunięcie, biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio każda osoba napotkana przez Merla chciała go ukatrupić. Dixon zachował bezpieczną odległość od drzwi frontowych.
- Oczywiście, że mam broń i jeżeli zaraz stąd nie odejdziecie, zobaczycie jej lufę z bliska, a to będzie ostatni widok w Waszym marnym życiu.- krzyknął.
- Amunicji mam wystarczająco tyle, by zabić Was i wszystkich szwędaczy, którzy maszerują po tym pieprzonym miasteczku.- dodał.

Nieznajomy próbował uspokoić Merla. Następnie wspomniał coś o grupie, a to słowo źle kojarzyło się mężczyźnie po jego ostatnich przeżyciach. Wciąż postać zwana Gubernatorem, kłębiła się w myślach łowcy. Dixon postanowił jednak nie działać zbyt pochopnie, dlatego stwierdził, że nie wyjdzie z domku by zabić ocalałych.
- Osobiście widzę trzy wyjścia z Waszego beznadziejnego położenia. Pierwsze, wjedziecie grzecznie do domu, z rękoma uniesionymi do góry, zamkniecie drzwi i nie będziecie próbować żadnych sztuczek. Druga, pójdziecie sobie, nigdy więcej nie wracając do tego miejsca i zapomnimy o całym zajściu. Trzecia, zabiję Was.- powiedział na tyle głośno, by rozmówcy go usłyszeli.
- Zastanawiajcie się i wybierzcie mądrze, bo już zastanawiam się w jaki sposób Was zabić. Wystrzelić, żeby ściągnąć tu masę zombie, które zeżrą Was na śniadanie? Wyjść i postrzelić, a później wrzucić do centrum miasta, gdzie roi się od zimnych, czy po prostu wpakować kulkę w łeb.- zaśmiał się.

Dixon miał najlepsze położenie w całej tej sytuacji. Wszystko wskazywało na to, że jeżeli ktoś miał tutaj stracić życie, to na pewno nie stary Merle. Czas zdawał się lecieć szybciej. Do całkowitego schowania się słońca zostało dosłownie parę minut. Wszystko było na niekorzyść ocalałych. Jeżeli nieznajomi będą się długo zastanawiać, Dixon najprawdopodobniej opuści dom i oddali się od niego na tyle, ile nogi pozwolą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roya

avatar

Wiek : 26
Aktualny Wygląd : Sportowe buty, dzinsy, bluzka na ramiączka, skórzana kurtka, plecak.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Sob Paź 18, 2014 11:41 pm

- Rudzi nie mają prawa głosu - odburknęła mu. Nie, nie zamierzała być miła. Po co? Przecież i tak nie zamierza z nim zawierać znajomości, tylko oddalić się od nich jak tylko będzie mogła najszybciej. Ludzie to kłopoty.
Zaskoczył ją, podchodząc bliżej. Zacisnęła zęby, kiedy złapał jej rękę, starając się nie upuścić kamienia, ale szybko przekonała się, że nie da rady. Rozzłoszczona, zgrabnym ruchem dłoni cisnęła go w dół, celując w jego nogi. Trzymając ją w ten sposób, nie miał szansy na dość szybki unik, miała więc nadzieje, że trafi. I że złamie mu coś w stopie, o.
- Puszczaj mnie, złamasie - warknęła na niego z furią w oczach, ale kiedy podniósł ją za rękę, wyrwało się jej syknięcie. Stanęła na palcach, tak ramię mniej bolało. W odwecie go kopnęła. Celowała w kolano, ale gdziekolwiek trafi będzie dobrze.
Tymczasem usłyszała głos Faceta Z Bronią i mimowolnie poczuła coś na kształt niechętnej sympatii, bo ona na jego miejscu zachowałaby się dokładnie tak samo.
- Nie wrzesz, debilu - powiedziała do niego na jego wrzaski - Przekaz dotarł, oby cię zedy zjadły - dodała, drugą część zdania ciszej, żeby nie usłyszał jej za dobrze.Tym samym niespodziewanie poparła słowa rudzielca.
- Nie uważam -  fuknęła na niego, odnośnie grupy. Nie, bycie grupą to zły pomysł. Jakby nie spojrzeć, to tylko przypadkowe zgromadzenie, które się rozejdzie. Połączyło ich tylko szukanie noclegu. To nie jest grupa.
Wysłuchała trzech propozycji. Najbardziej spodobała się jej druga, ale było już za późno żeby szukać drugiej nocegowni. Poza tym..
Gdzie znajdzie kryjówkę, strzeżoną przez dwóch ochroniarzy? Roy nie była głupia, doskonale wiedziała, że tacy osobnicy będą bronić tego miejsca do upadku, bo będą bronić też siebie, a gdy ona będzie w środku, skutkiem ubocznym ochronią także ją. Z czystej kalkulacji wychodzi, że najbardziej opłacalna będzie opcja jeden.  
Ale zanim zdążyła odpowiedzieć, facet dodał swoją groźbę.
- Oh, daj spokój z tym gadaniem. To się robi nudne - powiedziała istotnie znużonym tonem. Groźby zbyt często powtarzane przestają być alarmujące, a stają się zwyczajnie nużące. Facet chyba o tym nie wiedział.
- Dobra, ja wchodzę.. Jak rudy idiota mnie puści - dodała, patrząc w stronę wspomnianego z gniewem. Jeśli ją puści, poprawi kurtkę i bluzkę i odejdzie od niego. Wejdzie na ganek, po czym z westchnieniem podniesie ręce i wejdzie to domu, gdzie ignorując faceta, skieruje się w stronę salonu. Jeśli nie puści, zacznie wrzeszczeć. Na cały regulator. Jego wybór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rorschie

avatar

Wiek : 33
Aktualny Wygląd : Wzmacniany skórą kombinezon woźnego, ciezkie buty, bron na plecach, maska hokejowa.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Nie Paź 19, 2014 3:28 pm

Spojrzał jej w oczy, kiedy go obraziła. Złapał kontakt wzrokowy, wlepiając w nią swoje lodowato zimne niebieskie oczy, pełne smutku. Poczuł się urażony, mogla to zauwazyć. Dawno nikt go nie obrażał spowodu koloru włosów. Bardzo dawno.
Postanowił darować sobie bycie miłym dla niej. Ale jego akcja przebiegła sprawnie, za blisko pozwoliła mu podejść.  Już po chwili miał jej nadgarstek.
Jednak, jak prawdziwa kobieta, musiała dodać swoje grosze i to na jej musiało się zakończyć. Cisneła kamulcem w nogi Adama, celując, by mu coś złamać w stopie, ale kamień tylko odbił się z łoskotem. Niech żyją robocze buty, które, jak każdy wie, mają stalowe noski i wzmacniany wierzch buta. Poczuł tylko tępe uderzenie, jakby mocno kopnął, na co skrzywił się i zacisnał mocniej palce na jej nadgarstku, aż strzeliło jej w stawie, a skóra wokół jego palcy zrobiła się biała.
-Spokojnie, bachorku. - Powiedział do niej nie ukrywając rozzłoszczenia, które jednak zadziwiająco szybko minęło.
Wyszedł z nią przed wejście do domu, dalej z rekami w górze.
-Skończ nas straszyć, to serio nie przynosi rezultatu. A sztuczki sobie darujemy, chyba, ze masz karty, monety, albo szarfę. Robiłem sztuczki magiczne w liceum. Liczy się? - Wolną ręką zsunął maskę na głowę, ukazując twarz. I uśmiechnął się ciepło, starając zadziałać na Merlota swoją umiejętnością - zjednywaniem sobie ludzi.
Puścił dziewczyne, nim znów go obraziła. Weszli oboje do środka, a on od razu zamknął drzwi, rozglądając się czy nie ma zedów.
-Sprawdzałeś reszte domu już? - Spytał ostrożnie postępując krok w strone innych pokojów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Merle Dixon

avatar

Wiek : 49
Aktualny Wygląd : Czarne buty, niebieska koszula w kratkę, biały podkoszulek i lekko podniszczone jeansy.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Wto Paź 21, 2014 3:20 pm

- Bardzo mądre posunięcie.- rzekł Merle widząc parę ocalałych, wchodzących do domu.
Zignorował to co do niego wcześniej mówili, co zresztą nie było dziwne. Kiedy ich ujrzał lekko się uśmiechnął, lecz nie dlatego, by być uprzejmym. Szyderczo zaśmiał się głęboko w duchu widząc drobną dziewczynę i rudego kolosa z kataną. Nie mieli broni palnej, a co za tym szło nie stanowili zagrożenia dla Dixona, który poczuł się pewnie. Mężczyzna schował broń do kabury i stał w bezruchu przyglądając się obojgu.
- Nie sprawdzałem reszty domu i nie czuję takiej potrzeby. Gdyby był tu jakiś sztywny, już dawno dałby o sobie znać.- dodał, patrząc prosto w oczy rudemu facetowi.
Merle miał dziwne wrażenie, że pozostawienie nieznajomych przy życiu, przyniesie mu później wiele kłopotów. Na razie starał się o tym nie myśleć. Dixon zabrał się za dalsze przeszukiwanie szafek, nie zwracając wzroku w stronę mężczyzny i kobiety.
- Skąd żeście przyleźli? Co Was nakłoniło, by się zjawić na tym zadupiu?- spytał, otwierając kolejno szuflady i wyrzucając z nich rzeczy.
Słońca nie było już widać. Na zewnątrz zaczynał panować zmrok. Wszystko wskazywało na to, że muszą tu zostać, albo opuścić miejsce w pośpiechu. Mimo tego Merle spokojnie czekał na odpowiedź, dalej przeszukując poszczególne fragmenty salonu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roya

avatar

Wiek : 26
Aktualny Wygląd : Sportowe buty, dzinsy, bluzka na ramiączka, skórzana kurtka, plecak.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Wto Paź 21, 2014 4:03 pm

Zacisnęła usta, kiedy strzyknęło w jej stawie od tego ściskania, ale poza tym nie dała znaku, że to ją boli. Nawet nie zareagowała na jego obelgę, w głębi ducha nawet ją rozbawiła. Ma 26 lat, do diabła. Byłoby to dziecinne, gdyby się przejmowała tym, że ktoś nazwał ją bachorem. Nie mówiąc o tym, że była obdarowywana gorszymi określeniami.
Z salonu, widząc, że facet już go zaczął przeszukiwać, przeszła do następnego pokoju. Okazało się, że to kuchnia, z podwójnym entuzjazmem więc podeszła do szafek, szukając potrzebnych rzeczy. Jednym uchem słuchała rozmowy rudego i Faceta Z Bronią. 
- Ignorancja kiedyś go zaboli -powiedziała pod nosem, a głośno dodała Jeśli zamierzamy tu przenocować, to jednak lepiej sprawdzić. Nie mam ochoty przekonać się, że trup siedział w kiblu i wydostał się, kiedy spaliśmy - może to paranoiczne, ale nadmiar ostrożności nikogo nie zabił. A jej brak owszem.
Zamknęła szafkę, w której były talerze i przeszła do kolejnej. Garnki? Ciekawe jak spełnia się patelnia przeciwko zombie. Wyciągnęła ją i zamachnęła się w powietrzu. Nie była zbyt ciężka. Uznawszy, że się nada, odłożyła ją na bok i zajrzała do szuflad. W jednej były szmatki, w innej jakieś przybory kuchenne. Na nic, o ile nie zechce wydłubać komuś oczu łyżką do lodów. Bardziej zainteresowały ją sztućce, ale jedyną ciekawą rzeczą był nożyk do obierania warzyw. Nacisnęła kciukiem ostrze, było w miarę ostre. Położyła go obok patelni. Na chwilę zatrzymała się, zastanawiając nad pytaniem Nie-Rudego-Faceta. 
- Z lasu - powiedziała w końcu - Po zapasy. Zaczęły się kurczyć - zwięźle i na temat.
Niestety, poza opakowaniem mąki i otwartymi płatkami kukurydzianymi nic do jedzenia nie było. Lodówki nawet nie otwierała, bojąc się, że zawartość zacznie się samodzielnie bronić. Zawinęła ostrze noża w jakiś papier i włożyła do kieszeni, a patelnię przywiązała do plecaka. Chrupiąc płatki, wycofała się do salonu i przedpokoju, szukając kolejnego obiecującego miejsca. Łazienki.


Ostatnio zmieniony przez Roya dnia Wto Paź 21, 2014 8:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rorschie

avatar

Wiek : 33
Aktualny Wygląd : Wzmacniany skórą kombinezon woźnego, ciezkie buty, bron na plecach, maska hokejowa.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Wto Paź 21, 2014 7:36 pm

Zamknął drzwi i może nie rozsądnie - Zamknął je na rygiel który był w niezłym stanie. Wyjrzał przez wizjer by dostrzec, że zapada zmrok. A razem ze zmrokiem zaczęly wyłazić szwędy. Albo po prostu na prawdę ich ściągneli tymi krzykami. Oparł się o drzwi i on w przeciwieństwie do innych, którzy zaczęli się rozglądać za rzeczami, wziął broń w obie ręce i poszedł się rozejrzeć.
-Ja planuje tu spać, więc nie chce nieproszonych gości. - Powiedział krótko rzucając mordercze spojrzenie Merlowi, jakby wręcz uważał go za zbyt pewnego Siebie. Od ściany do ściany, stawał zawsze tak, by nie dac się zaskoczyć, gotów do ataku czy obrony. Nawyki z turniejów.
Kuchnia czysta, salon czysty, dodatkowy pokój i pół-pokój także czyste. Uderzeniem katany zbił haczyk od strychu. Zaryglowany był od zewnątrz, czyli raczej nie ma czego tam szukać. Zero oznak życia. Do piwnicy na razie nie zaglądał, nie miał powodu. Drzwi stały zamknięte, ale w razie czego łatwo było albo znaleźć klucze albo drzwi wybić. Ogarnal tez lazienke. Czysta. Wzglednie. Wrócił do dwójki, marudząc pod nosem, że są mułami. Trafił akurat na pytanie Merle. Stanal, opierajac sie o drzwi i widzac przechodzacą jedzącą Roye.
-Szwędam się po okolicy, śpie gdzie się da, jem co się nadaje. Z dnia na dzien, z dnia na dzień. Skręciłem tu tylko dlatego, że byłem świadkiem sceny, jak ty wchodzisz, potem ona, a potem ona wyskakuje z domu. Zabawny widok, nie, dziewczynko? - Spytał odrobinę pogardliwie, patrząc w jej kierunku.  - Tak się poznaliśmy.  A ty?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Merle Dixon

avatar

Wiek : 49
Aktualny Wygląd : Czarne buty, niebieska koszula w kratkę, biały podkoszulek i lekko podniszczone jeansy.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Sob Paź 25, 2014 7:01 pm

Merle nadal nie spoglądał na nieznajomych, jedynie słuchał tego co mają do powiedzenia. W regałach nie znalazł nic ciekawego. Tak samo szafki w salonie nie miały żadnych wartościowych przedmiotów. Wyglądało na to, że został on wcześniej splądrowany.
- Mówiłem, że nikogo tutaj nie ma, nawet szwędaczy.- rzekł do Adama, gdy ten wrócił z górnego piętra.

- Skoro już się tu przypętaliście, to warto znać swoje imiona.- dodał, spoglądając na dziewczynę, która się nie przedstawiła.- Mam na imię Merle i to Wam powinno wystarczyć. Nie będę się dzielił z Wami moją historią, ani nie powiem jaki jest mój cel.


Wszystko wyglądało na to, że Dixon spędzi dzisiejszą noc z obcymi ludźmi. Nie podobało mu się to, wiedząc, że w dzisiejszych czasach ocaleli są gorsi od zmarłych. Merle postanowił nie kontynuować dalej rozmowy. Nie widział w tym sensu. Najprawdopodobniej któreś z nich zaraz samo coś powie. Tym czasem mężczyzna wolał się zająć oglądaniem terenu w jakim się znajdowali. Przez frontowe okna, widać było ulicę prowadzącą do centrum miasteczka. Było tam zapewne sporo sztywnych. Przez okna z tyłu domu widać było polanę, a za polaną wielki las. Z lasu również mogły zaskoczyć ich zombie. To nie była zbyt dobra pozycja, ale musieli nacieszyć się tym co mają. Zmiana miejsca mogłaby ich kosztować nawet życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roya

avatar

Wiek : 26
Aktualny Wygląd : Sportowe buty, dzinsy, bluzka na ramiączka, skórzana kurtka, plecak.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Pon Paź 27, 2014 7:14 pm

Roya przechodząc obok zerknęła na Adama. Widocznie jednak nie jest taki miły, jak na początku chciał się pokazać.
- Jak dla kogo, chłopczyku. Jak dla mnie, podglądanie jest nieco żałosne - odpowiedziała luźno, bez oznak irytacji. Szybko przeszukała łazienkę. Czasem można było w nich znaleźć przydatne przedmioty, jak leki, ale tu nic nie było przydatnego. Dziewczyna westchnęła i przez moment stała, zastanawiając się, po czym wróciła do pokoju, po drodze zwinęła opakowanie z płatkami. Weszła właśnie w odpowiednim momencie, by usłyszeć słowa Merla. Roześmiała się niespodziewanie na nie i okazało się, że wbrew charakterkowi, który był dość nieprzyjemny, śmiech miała miły i dźwięczny.
- Pytasz, a potem stwierdzasz, że sam nie odpowiesz na swoje własne pytanie? Jesteś dziwacznym człowiekiem, Merle. Możesz mówić mi Roya - przedstawiła się z rozbawieniem. Nie powiedziała im jednak swojego prawdziwego imienia, bo wolała, jak ludzie ją wołali po przezwisko. Roya. Rdza. Uważała, że to do niej pasuje.
Podrzuciła w dłoni paczkę i sięgnęła nad ramieniem po patelnie, wysuwając ją ze sznurków.
- Może płatków? - zapytała, ale nie czekała na odpowiedź. Posługując się patelnią jak rakietą tenisową, a płatkami jak piłką, cisnęła płatki w stronę mężczyzny. Niestety, zamiast wpaść w jego ręce, upadło na ziemię i potoczyły się pod stolik. Skrzywiła się.
- Ale rak. Wybacz, nigdy nie byłam za dobra w tenisie - rzuciła beztrosko. Zarzuciła patelnie na ramie i spojrzała prowokująco na Adama.
- A ty nie dostaniesz, bo jesteś wredny i cię nie lubię. I boli mnie przez ciebie ręka - stwierdziła, po czym zwróciła się w stronę Merla.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rorschie

avatar

Wiek : 33
Aktualny Wygląd : Wzmacniany skórą kombinezon woźnego, ciezkie buty, bron na plecach, maska hokejowa.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Wto Paź 28, 2014 6:10 pm

W sumie nie wie, po co swoją wypowiedź skończył 'A ty'. Wiedział, że Merl albo nie odpowie, albo odpowie w sobie typowy irytujący sposób. Trzeba trzymać charakter postaci, którą się odgrywa prawda? Jego maską było odgrywanie postaci mającej wyjeb na wszystko. Adam wierzył, ze nawet w takim kimś w środku jest jakieś serduszko! Nawet jeśli zgniłe i obślizgłe.
-Widziałem, jak tu wchodzisz. Nawet gdybyś był psem, to nie zaufalbym twojemu nosowi na tyle, by powierzyć mu swoje życie. Mówisz, że brak szwędów, bo masz nosa albo przeczucie. A ja mam przezorność. Spisuje się równie nieźle. - Odpowiedział z pewną dozą ostrozności, by nie prowokowac kłótni, ale także by pokazac mu jego błąd w rozumowaniu.
Kiedy zaproponował poznanie się, Rudy wzruszył ramionami.
-Ja już się przedstawiałem, zaczynając od tego rozmowę, jeszcze przed domem. Kultura osobista tak nakazywała.
I mamy też złośnika numer dwa, czyli Roya wszem i wobec, jak to się ładnie przedstawiła. Kolejną wredną osobę potencjalnie do odstrzału, tudzież do ścięcia.
-Trzeba było ci pozwolić rzucić w niego głazem. Wtedy pewnie by cię postrzelił. A wtedy zjadłyby was szwędy. Dużo lepszy scenariusz, nie uważasz? - Adam powoli irytował się zachowaniem i postawą dziewczyny. Całkowicie przemilczał dalszą wypowiedz dziewczyny.
Obserował czujnie, stojąc bliżej Merla niż Royi. Stał oparty o ściane przy nim prawie. Nie lubił obojga, ale Merle wydawał sie mieć szczątki mózgu i kultury osobistej. Co ciężko powiedzieć na pierwszy rzut oka o Zroyowanej. Kiedy po żałosnej próbie bycia fajną stwierdziła 'Ale Rak' szepnął pod nosem 'Chyba mózgu.'. Znów rzuciła prywatą w jego strone, nie mógł nie odpowiedzieć.
-Od Ciebie bym nie wziął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Merle Dixon

avatar

Wiek : 49
Aktualny Wygląd : Czarne buty, niebieska koszula w kratkę, biały podkoszulek i lekko podniszczone jeansy.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Czw Paź 30, 2014 12:27 pm

Merle czekał aż Adam i Roya się wypowiedzą. Na zewnątrz panował już zmrok.
- Proponuję wejść na piętro i ustalić warty, chyba że boicie się razem spać.- powiedział.
Dixonowi dokuczało powoli zmęczenie. Był dość stary, a poza tym zdarzało mu się nie spać parę nocy pod rząd. Chciał w końcu usnąć na więcej niż trzy godziny. Wiedział, że z jego nowymi towarzyszami będzie łatwiej, o ile któreś nie wpadnie na pomysł zaszlachtowania śpiących.
- Mam nadzieję, że jednak planujecie tutaj zostać. Przyznam szczerze, że trochę brakuje mi towarzystwa.- zaśmiał się.- Tylko ostrzegam, jeżeli będziecie używać jakiś sztuczek, to obiecuję, że rozwalę Wam łby.
Przekaz krótki i na temat. Merle nie był człowiekiem z zasadami, jednak w niektórych aspektach potrafił się zachować. Nawet on nie jest na tyle głupi, by odpędzać się od dodatkowego wsparcia. Z drugiej strony ludzie byli gorsi od szwędaczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roya

avatar

Wiek : 26
Aktualny Wygląd : Sportowe buty, dzinsy, bluzka na ramiączka, skórzana kurtka, plecak.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Czw Paź 30, 2014 8:58 pm

Roya westchnęła głęboko. Zignorował ją. Poczuła, jak opada ją smutek. Nie chciał nawet głupich płatków. Nikt jej nie lubi, nikt jej nie kocha... Chyba będzie musiała zjeść ten stres. Oczywiście płatkami. Wstydź się, Merle.
Podeszła do stolika i wyciągnęła spod niego paczkę. Schowała ją do plecaka.
- Ja się nie boję - burknęła dość cicho. Wydawało się, że gdzieś się ulotniła jej energia i złośliwa zaciętość. Spojrzała na siebie w odbiciu szybki z ramki na zdjęcia i porównała wygląd z tym, co widziała w łazience. Wydawała się bledsza. Zastanowiła się. W sumie, mało spała i mało zjadła. Ostatnio nie miała spokojnego snu, a przez to, że nocowała w lesie zaczynała mieć strasznie płochy sen, z którego budziła się przy najmniejszym hałasie. To oznaczało, że kładła się późno, budziła co jakiś czas i wstawała przed świtem, razem z ptakami.
Na pytanie Merla, a raczej stwierdzenie, podniosła się i wyjrzała za okno.
- Jest już za późno, by wychodzić - stwierdziła sucho i otarła dłonią czoło - Mi.. Trochę też - przyznała niechętnie. Może przy innych ludziach się wyśpi? Jednak na jego kolejne ostrzeżenie głośno ziewnęła. Nie do końca udawała.
- Nuuuudy. Zmień czasem płytę - stwierdziła, po czym podeszła do drzwi. Nie mogli ich tu zostawić tak otwartych. Zamek w drzwiach może i da jakąś ochronę, ale marną.
- Trzeba jakoś zabezpieczyć drzwi - powiedziała zamyślona. Można tu przytargać jakiś mebel, jasne.. Ale czemu ona ma to robić? Spojrzała znacząco w kierunku mężczyzn.
- Jakieś pomysły?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rorschie

avatar

Wiek : 33
Aktualny Wygląd : Wzmacniany skórą kombinezon woźnego, ciezkie buty, bron na plecach, maska hokejowa.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Czw Lis 06, 2014 7:23 pm

Jest wredna, to niech cierpi. A Merle jak widać ma mózg, zakłada, ze miejsce kobiety jest w kuchni. A jesli jej w niej nie ma, to coś jest nie tak. A jesli cos jest nie tak to nie ma czasu na gadanie! Zlota logika, naprawde, popieram.
-Nie chcę z wami spać. Wole się zadekować w mało widocznym miejscu i tam zostać. Bardziej ufam szwędom niż wam - Odpowiedział oschle, ale szczerze.
-A ty skończ z groźbami, bo przestały działać i tylko strzępisz język. A to strata siły. - Kolejny oschły komentarz. Na komentarz o ryglowaniu prychnął. Był jedynym nie-kaleką. Bo kogo mają? Jednorękiego bandytę i kobiete. Dwie upośledzone istoty chyba-ludzkie. Zamknął drzwi na zamek i łancuch.
Podniósł fotel by nie hałasować i przeniósł go z salonu pod drzwi. Zdjął szafkę ze ściany i postawił na fotelu, jedną, potem druga, by dociążyc.
-W razie czego wyjdziemy oknem. - Oświadczył zebranym.
-Zadowolona? To spierdalaj spać. - Równie miło! Wziął piersiówkę i wziął małego łyka. Skierował się na piętro. Szukał sobie pokoju który mógłby zamknąć i mieć wbite w towarzyszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Merle Dixon

avatar

Wiek : 49
Aktualny Wygląd : Czarne buty, niebieska koszula w kratkę, biały podkoszulek i lekko podniszczone jeansy.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Sob Lis 15, 2014 11:32 pm

Merle nie odpowiedział nic na słowa nieznajomych. Udał się na drugie piętro w poszukiwaniu dogodnego miejsca do spania. Znajdowała się tam sypialnia z dwuosobowym łóżkiem. Idealne miejsce na chwilę odpoczynku. Mężczyzna zrzucił swoje toboły na ziemię, po czym usiadł na łóżku od strony okna. Było dość ciemno, w końcu powoli zapadał zmrok. Na szczęście nie było śladu martwych w okolicy, a to oznaczało, że mogą się czuć bezpiecznie... przynajmniej na razie. Mimo tego, wszystko wskazywało na spokojną noc. Nawet gdyby zombie tu dotarły, to raczej mało prawdopodobne było by zaskoczenie grupki ocalałych. Merle miał zamiar wziąć pierwszą wartę. Jeszcze nie ufał nieznajomym, a on sam nic im nie zrobi. Nie mają przy sobie, żadnych przydatnych rzeczy. Roya nie posiada nic co mogłoby się przydać, a Adam ma tylko katanę, która Dixonowi nie zdałaby się na wiele. Od jakiegoś czasu jedynym ostrzem jakiego używa mężczyzna, jest to, które zostało zainstalowane do protezy jego dłoni.

Koniec końców, trzeba było zacząć wartowanie. Dlatego też mężczyzna złapał za swoją myśliwską strzelbę i usiadł na kancie szafki, która znajdowała się na lewo od okna. Na szczęście okno ukazywało okolicę od strony frontowych drzwi. Dało to możliwość obserwowania całego placu, jak i uliczki prowadzącej do głównej alei.

Póki co Merle nie odczuwał jeszcze dużego zmęczenia. Był trochę głodny, więc wyjął ze swojej torby paczkę słodyczy, którą otworzył, a następnie zaczął konsumpcję.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roya

avatar

Wiek : 26
Aktualny Wygląd : Sportowe buty, dzinsy, bluzka na ramiączka, skórzana kurtka, plecak.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Nie Lis 16, 2014 1:39 pm

Zignorowała szumne zapowiedzi i obserwowała jak Adam barykaduje drzwi, a na jego pytanie kiwnęła głową, nie siląc się nawet na werbalną odpowiedź. Grzecznie podreptała za mężczyznami na piętro, gdzie przejrzała pobieżnie wszystkie pokoje. Nie żeby nie ufała Rorschiemu, ale.. Zawsze lepiej sprawdzić dwa razy niż potem żałować. Merle zajął sypialnię z podwójnym łóżkiem, a z tego co zobaczyła Roya, były tu jeszcze dwie. Typowo dziecięca, jasna, z pluszakami i zabawkami i należąca do chyba starszego dziecka, obwieszona plakatami i z porozrzucanymi rzeczami. Bez wahania wybrała drugą. Rorschie chyba nie będzie na tyle małostkowy, żeby złościć się o dziecięcy pokoik..
Położyła plecak koło drzwi i pozbierała pobieżnie ubrania i drobiazgi, przewracające się po pokoju, rzuciła je do kąta, żeby nie przeszkadzały. Następnie otworzyła okno - w pokoju ewidentnie nie było długo wietrzone, przyda się trochę świeżego powietrza. Widok był na podwórko, było za ciemno, żeby zobaczyć, co się na nim dokładnie znajduje, ale dziewczyna postała w ciszy przy oknie, nasłuchując. Nie usłyszała jednak nic niepokojącego.
Korzystając z nikłego światła księżyca, przeszukała szuflady, nie znalazła jednak nic ciekawego. Trochę ubrań, kosmetyków, babskich drobiazgów świadczących o tym, że mieszkała tu dziewczyna. W jednej szufladzie znalazła świeczki, które sobie przywłaszczyła. Szkoda, że były to tylko malutkie świeczki aromatyczne, ale i te się nadają. Przeszukała jeszcze raz pokój pod kątem świecznika, a gdy takiego nie znalazła, zaadoptowała do tej roli znaleziony pusty słoik. Wystarczyło zrobić kilka dziur na zakrętce. Wyciągnęła z plecaka zapałki, pierwsza nie odpaliła, ale druga już tak. Zapaliła od niej jedną świeczkę, ostrożnie włożyła do słoika i zakręciła porządnie. Zapałki schowała w to samo miejsce, gdzie się znajdowały. Światła nie było za dużo, ale lepsze to, niż całkowita ciemność.
Ustawiła lampkę na stoliku nocnym i usiadła na łóżku, po jego lewej stronie, dalszej od drzwi. Przez chwilę zastanawiała się nad przebraniem do snu, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Zdjęła tylko buty i kurtkę, kładąc je porządnie na krześle. Po chwili namysłu wzięła z plecaka patelnię i nóż, położyła obok siebie na łóżku. Zwinęła się w kłębek na prawym boku, zwrócona w stronę drzwi, otulając kołdrą i leżała, z zamkniętymi oczami czekając na sen. Nasłuchiwała odgłosów domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rorschie

avatar

Wiek : 33
Aktualny Wygląd : Wzmacniany skórą kombinezon woźnego, ciezkie buty, bron na plecach, maska hokejowa.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Pon Lis 17, 2014 8:51 pm

Kolejny i kolejny łyk. Dwa duże łyki.
Uznali jego zabiegi barykadowe za wystarczające, przynnajmniej prawdopodobnie. Bo kiedy on zabarykadowal drzwi, oni bez slowa zaczeli rozgladac sie za miejscem do spania. Powędrował powolnym krokiem za nimi. Miał szczerą ochote im dogadać... Zwłaszcza, że alkohol powoli atakował. Razem z procentami we krwi pojawiała się złość i agresja. Kiedy okazało się, że jemu przypadł pokój dziecięcy spojrzał najpierw wstrone Merle, potem w strone Royi.
-Skurwysyny pierdolone, kocmołuchy jebane. Jak zwykle, gorzej niż szwędy, pierdoleni egoiści.. - Warknął pod nosem, Roya mogła usłyszec. I poczuć od niego alkohol. I zobaczyc agresje w ruchach i działaniu.
Przypadł mu pokój dziecięcy. Wszedł do niego... I poczuł dziwny zapach. Pluszaki gniją? Jakieś jedzenie? Odetchnął głeboko odróżniając smród alkoholu od smrodu który poczuł.
Prowadził do wielkiego pluszaka? Nie, obok, obok... Co to? Drzwi? Nie, szafa, garderoba, chuj wie co. Wzial katane, bedac gotowym do ataku, jej czubkiem odsunal drzwi.
Gnijacy trup kilkuletniego dziecka. Prawdopodobnie. Zgnile mieso, kosci.
Zwymiotowal caly swoj alkohol niemal od razu. Wyszedl z pokoju preznym krokiem.
Oparł sie o framuge.
-KURWA. - Warknal, zataczajac sie. Odetchnal gleboko. - Ktores z was musi mnie wziac do siebie. Nie ide tam spowrotem. - Rzucil tak by uslyszeli - Kto na ochotnika?
Mial slabosc do dzieci, jako wozny. Kochal je. Teraz... Czul sie chory od tego widoku, mimo ze to nie pierwszy... To uderzyl go wyjatkowo mocno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Merle Dixon

avatar

Wiek : 49
Aktualny Wygląd : Czarne buty, niebieska koszula w kratkę, biały podkoszulek i lekko podniszczone jeansy.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Sro Lis 19, 2014 8:30 pm

Merle oparty o swój karabin myśliwski, rozglądał się przez okno. Usłyszał kroki obojga nieznajomych, wchodzących po schodach na górę. Dixon zajadał się jeszcze swoimi słodyczami przez kolejne pięć minut, później usłyszał przekleństwo, które rozniosło się po domu. Mężczyzna wyszedł sprawdzić co się dzieje. Zauważył Adama stojącego przed drzwiami do pokoju dziecięcego, dopiero potem poczuł smród, który wydobywał się z pomieszczenia. Podszedł bliżej drzwi, po czym zajrzał do środka. Jego oczom okazał się rozkładający trup i wymioty. Sam widok był dość niesmaczny, a do tego dochodził smród. Marle jednak zdążył przyzwyczaić się już do takich zapachów i widoków.

- Ja mam dwuosobowe łóżko jeżeli Cię to uszczęśliwi.- powiedział biorąc cukierka z paczki.- Trupa trzeba stąd sprzątnąć, bo inaczej zasmrodzi nam cały dom, ale wpierw posprzątaj swoje rzygi. Nie mam zamiaru się nimi ubabrać.- rzekł spokojnym tonem.- Jak skończysz to krzyknij.- dodał, po czym udał się do swojego pokoju.

Po wejściu do pomieszczenia, od razu spojrzał przez okno, jednak nie zauważył nic interesującego. Wciąż panowała cisza. Jedną rzeczą z jaką muszą się uporać dzisiejszego wieczoru, jest posprzątanie ciała. Zastanawiającą rzeczą było to, kto normalny schował trupa do szafy. Raczej mało prawdopodobne, by ten człowiek schował się tam i umarł z głodu, inaczej grupka ocalałych miałaby do czynienia ze szwędaczem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roya

avatar

Wiek : 26
Aktualny Wygląd : Sportowe buty, dzinsy, bluzka na ramiączka, skórzana kurtka, plecak.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Czw Lis 20, 2014 4:57 pm

Leżała spokojnie i już powoli zaczęła czuć się śpiąca, gdy rozległo się przekleństwo, dla niej głośne jak krzyk, który natychmiast wybudził ją z jakichkolwiek prób snu. Zaklęła pod nosem, łapiąc nóż. Stoczyła się z łóżka, lądując jak najciszej na ugiętych nogach, w drugą dłoń chwyciła słoik. Podeszła do drzwi i stanęła na chwilę przy nich, próbując usłyszeć, czy słychać charakterystyczne stęki czy odgłosy walk, ale nic takiego nie usłyszała, uchyliła więc je, obserwując, jak Merle idzie do pokoju, mijając Adama. Wyczuła wcześniej od niego alkohol, a jakże. Teraz jednak wyglądał dość blado i nie było w nim wiele ognia.
Merle zaraz wrócił. Z tego co mówił wywnioskowała, był w pokoju trup, a na jego widok podpity Adam zwymiotował. Pokręciła głową, zdegustowana, a w duchu ucieszyła się, że Merle zaoferował swój pokój. Przy Adamie by na pewno nie usnęła. Wysunęła się na korytarz i podała rudemu swoją lampkę. Niech będzie jej strata, a on przynajmniej nie będzie ubabrany bardziej rzygowinami niż to konieczne.
- Znajdę coś, w czym można będzie go wywalić - powiedziała mu. W pokoju, który zajęła był chyba jakiś koc..
Po chwili wróciła z prześcieradłem, weszła do pokoju zobaczyć, o co tyle zamieszania. No i był trup, dzieciaka. Niepotrzebne na niego tak dużo materiału. Otworzyła okno i usiadła na łóżku, czekając, aż trup będzie gotowy do spakowania. Była już całkowicie obudzona, ale zaczęło robić się jej zimno. Żałowała, że nie wzięła z pokoju kurtki, ale już nie chciało się jej po nią wracać, siedziała więc w bluzce na ramiączka, drżąc lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rorschie

avatar

Wiek : 33
Aktualny Wygląd : Wzmacniany skórą kombinezon woźnego, ciezkie buty, bron na plecach, maska hokejowa.

PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   Pią Lis 21, 2014 12:47 pm

Widok był dla niego zbyt ciężki do zniesienia. Szwędy, okej, nie ma problemu, może patrzeć, może zabijać, nie ruszają go już. Ale nie dzieci, nie dzieci. To było poza granicą Rudego.
W duchu odetchnął, gdy Merlot zaoferował swój pokój. Nie byłby w stanie usnąć w tym pomieszczeniu.
Schował piersiówke znów do tylnej kieszeni i westchnał. Wiedział, że dziecko trza sprzątnąć, nie miał tylko pojęcia jak. Nie miał zamiaru mieć z nim kontaktu. Rozłożył prześcieradło które przyniosła Roya. Urwał mały kawałek i owinął nim buta. Patrząc przed siebie, nie na trupa, butem przeniósł go na materiał. Ale coś zwróciło jego uwage, gdy chciał zawiązać prześcieradło.
Czaszka dziecka z tyłu była odsłonięta, skóra zdążyła się cofnąć. Zauważył podłóżną dziurę w kości. Nachylił się, wstrzymując oddech. Kiedy sie wyprostował, spojrzał na Roye.
-Zabite nożem wbitym w tył głowy. Nie wiem czy za zycia czy po, ale specjalnie je tu ktoś polozyl. Ciekawe czy wlasciciel domu wroci do nas tej nocy..
Poszedł do łazienki. Woda była, ale brudna, wziął trochę i polał rzygi, rozcierając je jednym z pluszaków. Dopakował go do trupa.
-Trzymaj okno, wypieprze go. - Po tych slowach miał nadzieje, że ROya okno na oscież otworzy. Wtedy wywali pakunek i pójdzie spać do Merlota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Tereny mieszkalne   

Powrót do góry Go down
 
Tereny mieszkalne
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
The Walking Dead PBF :: Lokacje :: Cynthiana-
Skocz do: